„Onkologia w pandemii”

Artykuł powstał w ramach projektu  pt.: „Wydawnictwa dla Amazonek”,  który realizowany jest dzięki dofinansowaniu ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Jesteśmy obecnie tuż przed apogeum piątej fali pandemii wirusa Covid -19. Choroby która mimo tego że od dwóch lata atakuje społeczności na całym świecie dalej jest przez niektórych kwestionowana, co do istnienia , przebiegu sposobu zapobiegania i leczenia. Można nie wierzyć w skutki COVID 19 ale liczba ponad 100 tysięcy zgonów więcej porównując rok do roku, nie wzięła się znikąd. Na uwagę zasługuje fakt iż wirus ma charakter globalny a wiec występuje we wszystkich krajach na świecie. Nie wszędzie jednak przynosi takie same smutne skutki. Są kraje które miały wystarczająco  dobrze zorganizowany system opieki  zdrowotnej aby zmierzyć się już z pierwsza falą wirusa, racjonalnie i skutecznego  podejść do problemu  szczepień osiągając bardzo wysoki wskaźnik wyszczepień i w konsekwencji kolejne fale nie powodowały w tych społecznościach, aż tak dramatycznych liczby zgonów. Ale są niestety też i takie które sobie z tym kompletnie nie poradziły. Do krajów tych należy niestety Polska. Kolejne fale epidemii pokazały nie przygotowanie do zarządzania kryzysowego, brak instytucji odpowiedzialnej za realizacje polityki zdrowotnej w czasie zagrożenia, brak instytucji koordynującej całość działań niewydolność Sanepidu i całkowity paraliż wojskowej służby zdrowia. Doszło więc do paraliżu systemu opieki zdrowotnej, gdzie łózka szpitalne służące do tej pory jako lecznicze dla poszczególnych specjalności zostały przekształcone w Covidowe. Personel zajmujący się do tej pory  leczeniem cukrzycy czy  chorobami krążenia czy schorzeniami neurologicznymi został przesunięty na front walki z wirusem. Niestety inne choroby nie czekały- ona również jak to bywa w naturze rozwijały się ,tylko niestety diagnozowane były zdecydowanie później lub w ogóle. Szczególnie widoczne było to w onkologii gdzie nawet chybionymi decyzjami administracyjnymi wręcz wstrzymano prowadzenie programów profilaktycznych: raka piersi, raka jelita grubego i cytologii. Na kilka miesięcy pozbawiono setki  tysięcy Polaków wczesnej diagnostyki. Prawdą jest że działo się to przy pierwszej fali i przy kolejnych falach nie było już takich zakazów ale piętno bagatelizowania profilaktyki w odbiorze społecznym zostało zachowane i utrwalone. Frekwencja w tych programach spadła niewiarygodni i bardzo trudno będzie ją odbudować. Nie oszukujmy się,  te nowotwory się rozwijają w organizmach Polek i Polaków ale zostaną wykryte zdecydowanie później i szanse na ich skuteczne leczenie spadną radykalnie. To jest proces którego naprawienie będzie trwało latami. Jako praktyk miąłem możliwość obserwować te niebezpieczne zjawiska na co dzień Widziałem też skutki nieracjonalnie stosowanych teleporad gdzie pacjenci zgłaszający objawy wymagające co najmniej diagnostyki obrazowej byli leczenie zachowawczo przez telefon. Te chrypki, te zmiany zapalne po kilku miesiącach okazywały się nowotworami niejednokrotnie bardzo zaawansowanymi. Pewnie że nie należy wylewać też dziecka z kąpielą i likwidować teleporady, bo mogą być ona bardzo przydatne choćby przy omawianiu wyników badań diagnostycznych ale z drugiej strony nie można leczyć pacjenta nie widząc go. Naukowcy brytyjscy analizując te zjawiska w pandemii wykazali że dla takich nowotworów jak rak trzustki, krtani,  rak jekita grubego, przełyku, płuca, wątroby, pęcherza moczowego- trzymiesięczne opóźnienie diagnozy i rozpoczęcia leczenia to 10% spadek szans na wyleczenie. Przy sześciomiesięcznym opóźnieniu to już 30% mniej szans na skuteczną terapię.

W przypadku chorych przed 60. r.ż. odroczenie diagnostyki onkologicznej nawet o stosunkowo krótki czas (2 miesiące) okazało się znacznie groźniejsze niż potencjalna infekcja koronawirusem. Tylko w  przypadku chorych po 70. r.ż. i niektórych nowotworów o dobrym rokowaniu (np. raki gruczołu krokowego, jądra, tarczycy) lub bardzo agresywnych (trzustka, wątroba) ryzyko związane z infekcją przewyższało korzyść z szybkiego rozpoznania nowotworu. Ocena wpływu pandemii koronawirusa na wyniki leczenia onkologicznego jest niezwykle złożona, a jednoznaczne dane na ten temat będą prawdopodobnie dostępna za 10 lub więcej lat. Wtedy poznamy skutki uboczne infekcji i konsekwencje destabilizacji układu immunologicznego. Opracowane przez autorów artykułu dane wskazują jednak, że odroczenie diagnostyki onkologicznej u młodszych chorych jest niedopuszczalne i niesie ze sobą straszne konsekwencje. 

W przypadku chorych po 70. r.ż. ryzyko związane z infekcją koronawirusem, może przewyższać korzyści z szybkiej diagnozy, szczególnie w przypadku niektórych  bardzo agresywnych nowotworów. Osobną kwestią pozostają finanse ochrony zdrowia. Dwuletnia pandemia pochłonęła ogromne środki finansowe związane choćby z zakupem dodatkowego sprzętu wspomagającego oddychanie, wydatków na nowe zespoły transportowe środki ochrony i dezynfekcji nadgodziny dla przeciążonego personelu. Ale to nie wszystko, czekają nas jeszcze późne następstwa pandemii w postaci powikłań wczesnych które już są widoczne i niosą ze sobą wzrost osób z niewydolnością oddechową, krążeniową różnego typu schorzeniami układu immunologicznego. Są to koszty materialne i nie materialne jak na przykład wypalenie zawodowe personelu medycznego i zmiana ich podejścia do dodatkowych zadań które przestają już być atrakcyjne nawet  dla młodych adeptów sztuki medycznej. Mój olbrzymi niepokój budzi to co  się będzie działo w profilaktyce onkologicznej która od lat była nie dość że fatalnie zorganizowana to do tego jeszcze bardzo słabo finansowana. Dość powiedzieć że w porównaniu z liczbą ludności, wydatki na opiekę profilaktyczną w 2018 r. najwyższe były w: 

 Szwecji (165 EUR na mieszkańca), Finlandii (152 EUR na mieszkańca),Niemczech (148 EUR  na mieszkańca) i Holandii (146 EUR na mieszkańca), natomiast najniższe w Rumunii i na Słowacji (po 8 EUR na mieszkańca). Według danych Komisji Europejskiej w zestawieniu tym Polska zajmuje 5. miejsce od końca (19 EUR na mieszkańca).

W czasie potężnego niedoboru finansowego z jakim przyjdzie się nam zmierzyć istnieją uzasadnione obawy związane z tym, że po raz kolejny profilaktyka będzie ofiarą działań doraźnych mających załatać niedobory w budżecie zdrowia. 

Zmieniła się niestety na niekorzyść świadomość Polaków, co do problemów zdrowia. Lekceważenie nakazów i zakazów , nieracjonalny stosunek do szczepień wsparty brakiem determinacji rządu w tym zakresie, doprowadził do blisko 50% populacji osób nie zaszczepionych. To są osoby które w znacznej swojej masie „wiedzą lepiej”, nic dla nich nie znaczy Evidence Base Medicine EBM, a więc zasady którymi kieruje się pracownik medyczny czyli medycyna oparta na faktach, na dowodach naukowych. Liczy się wolność moja własna i brak odpowiedzialności za resztę społeczności. To jest też grupa ludzi, która będzie miała za nic zalecenia co do badan profilaktycznych i unikania czynników ryzyka mogących powodować choroby cywilizacyjne. Niejednokrotnie rozmawiałem z ludźmi którzy nie dość że się nie szczepili to jeszcze nie przestrzegali  zasad minimalnego dystansu i dezynfekcji. Bardzo często padało hasło  o zmowie „Big Farmy” /wielkich koncernów farmaceutycznych/ która jest zainteresowana tym, aby sprzedać jak najwięcej szczepionek i na tym zarobić Myślę że każdy z czytelników spotkał się z takimi opiniami. Gdyby zwolnic rozum i pójść tym tropem to Big Farma powinna być zainteresowana tym  aby zachorowań było jak najwięcej bo to nie szczepionki kosztują najwięcej ale leczenie nieszczepionych. Przeanalizujmy to: i tak cena za tzw. szczepionkę oxfordzką firmy AstraZeneca ma wynosić 1,78 euro (prawie 8 złotych). Szczepionka Johnson & Johnson to koszt 8,50 dolara (ok. 30 złotych) , Sanofi / GSK – 7,56 euro (ok. 33 zł). Preparat opracowany przez BioNTech / Pfizer ma kosztować 12 euro (ok. 53 złotych), CureVac 10 euro (ok. 44 złotych), a cena za szczepionkę Moderny to 18 dolarów (ok. 65 złotych). Biorąc pod uwagę, że świat i Polska szczepi się różnymi szczepionkami to można przyjąć że koszt jednej dawki bez względu na producenta to średnio 30 złotych. Obecnie podano ponad 8 miliardów dawek. Od początku pandemii zachorowało blisko 370 milionów ludzi z których zmarło ponad 5 i pół miliona osób. Zakładając, że każdy  z nich najpierw był leczony ambulatoryjnie gdzie średni koszt terapii wynosi w warunkach polskich 400 zł. Dla części z tych chorych to nie koniec choroby. Leczenie okazuje się nieefektywne i trzeba je kontynuować w szpitalu tak się dzieje średnio w przypadku 15 %chorych .Średni czas pobytu pacjentów na Oddziale Intensywnej Terapii w przypadkach ciężkiego przebiegu COVID-19 przekracza 24 dni. Doba pacjenta w OIT to przeciętnie ok. 4,8 tys. zł. Należy doliczyć konieczność zużycia wysokospecjalistycznego sprzętu zużywanego podczas prowadzenia terapii w OIT, np. za oksygenator do zestawu ECMO trzeba zapłacić 20 tys. zł. Biorąc to wszystko pod uwagę, średni koszt leczenia jednego pacjenta przekracza grubo 100 tys. zł. Przy zajętych 10-15 tysiącach łózek każdego dnia tylko w naszym kraju to kwoty robią wrażenie nawet dla matematycznego gamonia. Kolejny „argument” to- nie będę uczestniczyć w” eksperymencie medycznym”. Daj nam Boże takie eksperymenty. Nie ma w tej chwili leku który byłby stosowany na tak masową skale i był jednocześnie monitorowany pod kątem zdarzeń niepożądanych. To fakt że wirus mRNA wykorzystywany do produkcji szczepionek jest nowym produktem ale produktem badanym już od ładnych kilku lat i co więcej istnieją doniesienia o możliwości wykorzystania go w produkcji szczepionek przeciwko różnym nowotworom. Czy wtedy też będziemy negować ich wartość i mówić o eksperymencie?

Autor: Dr n.med. Dariusz Godlewski – onkolog radioterapeuta, specjalista zdrowia publicznego. Pomysłodawca i założyciel Ośrodka Profilaktyki i Epidemiologii Nowotworów w Poznaniu. Jest autorem i współautorem kilkudziesięciu publikacji i wystąpień z zakresu epidemiologii nowotworów, genetyki onkologicznej i zdrowia publicznego. Jest także inicjatorem oraz realizatorem szeregu programów i kampanii profilaktycznych realizowanych zarówno w Wielkopolsce jak i na terenie całego kraju. Od wielu lat prowadzi wykłady z zakresu epidemiologii i profilaktyki nowotworów złośliwych, zwłaszcza raka piersi, dla lekarzy i studentów Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Jest również założycielem Społecznej Fundacji „Ludzie dla ludzi” oraz doradcą medycznym Federacji Stowarzyszeń Amazonki.