Rak nie czeka, system tak. Jak długo jeszcze będziemy udawać, że profilaktyka działa?
Rak nie czeka, system tak. Jak długo jeszcze będziemy udawać, że profilaktyka działa?

Artykuł powstał w ramach projektu  pt.: „Wydawnictwa dla Amazonek”,  który realizowany jest dzięki dofinansowaniu ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

 

 

Rak nie czeka, system tak. Jak długo jeszcze będziemy udawać, że profilaktyka działa?

 

Mamy darmowe badania i zgłaszalność na nie na poziomie 20-40 proc. Najwyższy czas skończyć z pasywnym czekaniem na pacjenta. Amazonki przedstawiają gotowy plan: SMS-y z gotowym terminem badania, autotesty HPV i ustawowy dzień wolny.

Jako działaczka Federacji Stowarzyszeń „Amazonki” codziennie widzę osoby, które trafiają do onkologów zbyt późno. Obecny system badań przesiewowych w Polsce wyczerpał swoją skuteczność, a dramatycznie niska zgłaszalność na mammografię, cytologię czy kolonoskopię generuje gigantyczne koszty społeczne i finansowe. Czas porzucić archaiczny model pasywnego wyczekiwania i wprowadzić głęboką reformę strukturalną. Jako Federacja Stowarzyszeń „Amazonki” przedstawiamy gotową mapę drogową zmian: od powołania Narodowego Koordynatora Profilaktyki, przez system aktywnych zaproszeń SMS i rewolucyjny autotest HPV, aż po ustawowy, płatny „Dzień na Zdrowie”. Nasz cel jest jasny – osiągnięcie 70-75 proc. zgłaszalności Polaków i zatrzymanie narastającego długu zdrowotnego.

Gorzka diagnoza: system, który udaje, że działa

 

Od lat obserwuję polską ochronę zdrowia i podczas niezliczonych konferencji powtarzam to samo: obecny model profilaktyki po prostu zawodzi. Statystyki są nieubłagane. Zgłaszalność na poziomie zaledwie 20-40 proc. w kluczowych programach profilaktycznych – takich jak mammografia, cytologia i kolonoskopia – uniemożliwia nam osiągnięcie tak zwanego efektu populacyjnego. Co to oznacza w praktyce? Oznacza to, że miliony złotych są wydawane na programy, które ze względu na niską frekwencję nie przekładają się na realny spadek śmiertelności w skali całego kraju. Polacy nadal masowo umierają na nowotwory, które wykryte we wczesnym stadium są w pełni uleczalne. Skutkiem tego stanu rzeczy jest wysoka śmiertelność w fazie późnej oraz gigantyczne, rujnujące budżet państwa koszty leczenia zaawansowanych stadiów chorób.

 

Gdzie leży błąd? Przez lata decydenci uciekali się do najprostszego, ale też najbardziej krzywdzącego wyjaśnienia: „pacjenci po prostu nie chcą się badać”. Jako Amazonki mówimy głośno i wyraźnie: to nie jest brak chęci. To głęboki, wielowarstwowy problem systemowy. Kiedy przyjrzymy się barierom z bliska, zobaczymy potężny mur, o który rozbija się przeciętny obywatel. To wszechobecna biurokracja, skomplikowana logistyka, gigantyczne kolejki oraz prozaiczne trudności z dodzwonieniem się do placówek medycznych.

 

Do tego dochodzi dramatyczne wykluczenie transportowe w mniejszych miejscowościach. Jak kobieta z małej wsi ma zrobić mammografię, skoro najbliższy aparat znajduje się kilkadziesiąt kilometrów dalej, a autobusy kursują dwa razy dziennie? Kolejnym problemem jest całkowite rozproszenie odpowiedzialności. W obecnym schemacie pacjent jest pozostawiony sam sobie. Nie ma ani jednej instytucji, która poprowadziłaby go „za rękę” – od wysłania pierwszego zaproszenia, przez logistykę badania, aż po interpretację wyniku i ewentualne szybkie skierowanie na leczenie. Na koniec musimy zmierzyć się z barierą psychologiczną: w Polsce wciąż pokutuje lęk i archaiczne przekonanie, że „rak to wyrok”, a „lepiej nie wiedzieć”.

 

Musimy natychmiast odwrócić tę piramidę. Różnica między Polską a krajami zachodnimi Unii Europejskiej, które zajmują podium w rankingach zgłaszalności na badania, jest kolosalna. Tamtejsi liderzy traktują profilaktykę jako długofalową inwestycję. W Polsce tymczasem na profilaktykę przeznacza się nędzne 1,7 proc. całkowitych wydatków na zdrowie, a i te środki – z powodu złej organizacji – nie są dobrze wykorzystane. Bez zasilenia systemu większym, mądrze zarządzanym strumieniem pieniędzy, będziemy bezradnie przyglądać się kolejnym zgonom, których można było uniknąć.

 

Filar 1: Narodowy Koordynator, czyli „Ewangelista Zdrowia”

 

Żadna reforma nie powiedzie się, jeśli nie stworzymy dla niej sprawnego, instytucjonalnego silnika. Dzisiaj odpowiedzialność za zdrowie Polaków jest rozmyta pomiędzy różne resorty i urzędy. Dlatego postulujemy powołanie Narodowego Koordynatora Profilaktyki lub wyspecjalizowanej Agencji Profilaktyki Zdrowotnej. Potrzebujemy kogoś, kogo roboczo nazywam „Ewangelistą Zdrowia” – silnego, merytorycznego lidera z jasną wizją, który wykroczy poza proste, urzędnicze zarządzanie projektami.

 

Zadaniem tego lidera będzie zintegrowanie rozproszonych dziś danych i działań kluczowych instytucji: Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ), Ministerstwa Zdrowia (MZ), Ministerstwa Edukacji Narodowej (MEN) oraz Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (ZUS). Profilaktyka nie może być bowiem wyłącznie domeną lekarzy. Edukacja o zdrowiu musi zaczynać się w szkole (MEN), a absencje chorobowe bezpośrednio drenują przecież kasę ubezpieczyciela społecznego (ZUS).

 

Kluczowym elementem tej instytucjonalnej rewolucji musi być zupełnie nowy mechanizm finansowania pod hasłem „Zysk z profilaktyki”. Chodzi o stworzenie sztywnego, autonomicznego budżetu, całkowicie oddzielonego od środków na bieżące leczenie szpitalne. Chcemy wprowadzenia zasady, według której określony procent realnych oszczędności uzyskanych dzięki niewydaniu środków na zaawansowane, niezwykle kosztowne procedury onkologiczne, będzie automatycznie i bezwzględnie reinwestowany wyłącznie w badania przesiewowe i wczesne wykrywanie. Pokazanie decydentom, że każda złotówka wydana dzisiaj na profilaktykę to gigantyczna oszczędność za dekadę, jest podstawowym obowiązkiem skutecznego lidera.

 

Filar 2: Model PUSH, koniec z makulaturą i rewolucja HPV

 

Drugim filarem naszej reformy jest całkowita zmiana filozofii komunikacji z pacjentem. Musimy raz na zawsze odejść od archaicznego i nieskutecznego modelu „czekania”, w którym system łaskawie przyjmie pacjenta, jeśli ten sam wykaże się heroiczną determinacją, przejdzie przez biurokratyczne piekło i sam się zapisze. Stawiamy na aktywny model „Push”. Co to oznacza? To państwo ma wyjść do obywatela z gotową, spersonalizowaną propozycją.

 

Najwyższy czas skończyć z wysyłaniem tradycyjnych, papierowych listów poleconych, które tygodniami krążą po kraju, kosztują fortunę, a na koniec i tak lądują w koszu. Postulujemy pełną automatyzację i wykorzystanie technologii, które większość Polaków ma już w swoich kieszeniach – Internetowego Konta Pacjenta (IKP) oraz aplikacji mObywatel.

 

Wyobraźmy sobie nowoczesny, zorientowany na człowieka system oparty na personalizacji i geolokalizacji. Każdy obywatel, na przykład w dniu swoich 45. urodzin, otrzymuje na telefon komórkowy spersonalizowany komunikat SMS. Nie ogólny apel, nie prośbę, ale konkretną ofertę. Taki SMS wyglądałby następująco: „Pani Anno, termin badania cytologicznego został dla Pani zarezerwowany na dzień 15.06 o godzinie 9:00 w placówce przy ul. Zdrowej 1 (300 metrów od Pani miejsca zamieszkania). Potwierdź SMS-em o treści TAK lub zaloguj się do IKP, aby wybrać inny, dogodny termin”. System sam znajduje najbliższą wolną placówkę, rezerwuje czas lekarza i podaje go pacjentowi na tacy.

 

W ramach tego filaru musimy także radykalnie unowocześnić samą diagnostykę. W kontekście raka szyjki macicy domagamy się pilnego wdrożenia testów HPV-DNA jako badania pierwszego rzutu. Co niezwykle istotne, technologia ta daje nam do ręki potężną broń w walce z wykluczeniem logistycznym i społecznym – możliwość samopobrania materiału w warunkach domowych (self-sampling). Kobiety, które z różnych powodów nie mogą bądź wstydzą się udać do gabinetu ginekologicznego, mogłyby zamówić bezpieczny zestaw do domu, pobrać materiał samodzielnie i odesłać go do laboratorium. To standard, który na Zachodzie ratuje tysiące istnień, a u nas wciąż traktowany jest jak pieśń przyszłości.

 

Filar 3: Lifestylowa narracja i „Dzień na Zdrowie”

 

Sama technologia jednak nie wystarczy, jeśli nie zmienimy mentalności. Trzeci filar to głęboka reforma języka wokół profilaktyki. Musimy całkowicie odczarować te badania i przestać budować kampanie społeczne na strachu i widmie śmierci. Chcemy przestawić tę wajchę w stronę narracji lifestylowej – profilaktyka musi zacząć być kojarzona jako naturalny, oczywisty element nowoczesnego stylu życia i autentycznego dbania o rodzinę. Chcemy wejść w szeroką współpracę z dużymi platformami cyfrowymi oraz mediami społecznościowymi i streamingowymi, aby wykreować modę na zdrowie i zakorzenić w świadomości społecznej nawyku regularnego „przeglądu technicznego” własnego organizmu.

 

Aby te piękne idee nie pozostały jedynie na papierze, proponujemy dwa niezwykle silne bodźce motywacyjne. Pierwszy z nich to wprowadzenie ustawowego, w pełni płatnego dnia wolnego od pracy na wykonanie badań profilaktycznych – tak zwanego „Dnia na Zdrowie”. Pracownik nie musiałby marnować urlopu, by zadbać o swoje życie. Drugi bodziec to całkowita reforma systemu wynagradzania lekarzy rodzinnych w Podstawowej Opiece Zdrowotnej (POZ) oparta na modelu Pay-for-performance. Lekarze powinni otrzymywać realne, wysokie bonusy finansowe za realną skuteczność, mierzoną odsetkiem podopiecznych, których skutecznie zmotywowali do wykonania badań, a nie za samo bierne utrzymywanie pacjentów na listach.

 

Filar 4: Wielkie sprzątanie danych, czyli natychmiastowy audyt KRN

 

Ostatnim, fundamentalnym filarem, bez którego cała konstrukcja runie, jest rzetelna analityka oparta na twardych danych. Nie da się skutecznie zarządzać systemem, jeśli mapa, którą dysponujemy, jest nieaktualna. Dlatego domagamy się przeprowadzenia natychmiastowego audytu Krajowego Rejestru Nowotworów (KRN). Audyt ten jest potrzebny na „tu i teraz”, ponieważ obecne wielomiesięczne opóźnienia w raportowaniu uniemożliwiają jakąkolwiek szybką reakcję na rodzące się trendy epidemiologiczne.

 

Jeśli dane w rejestrach są niespójne, zaproszenia trafiają pod nieaktualne adresy lub – co jest sytuacją niedopuszczalną – do osób, które już są w trakcie ciężkiego leczenia onkologicznego. Audyt to pierwszy krok do „posprzątania” baz danych i zapewnienia pełnej wymiany informacji pomiędzy KRN a systemami NFZ. Rzetelne dane pozwolą również zweryfikować, czy miliony przeznaczane na promocję profilaktyki trafiają dokładnie w te regiony i grupy społeczne, gdzie notujemy największy deficyt zgłoszeń i najwyższy wskaźnik śmiertelności. Co najważniejsze, uszczelniony system musi umożliwić wdrożenie mechanizmu patient tracking, aby precyzyjnie śledzić losy każdej osoby z niepokojącym wynikiem i nie pozwolić jej zagubić się w labiryncie biurokracji.

 

Nasz cel: 75 proc. zgłaszalności i zarządzanie dobrostanem

 

Wszystkie te cztery filary wspierają jeden cel: musimy osiągnąć pułap 70-75 proc. zgłaszalności Polaków na badania przesiewowe. To poparta światową wiedzą medyczną granica, której przekroczenie gwarantuje uzyskanie efektu populacyjnego – realnego, masowego spadku liczby zgonów z powodu nowotworów.

 

Czas najwyższy na fundamentalną zmianę całej filozofii państwa: musimy przejść od medycyny polegającej na „szukaniu choroby” do nowoczesnego „zarządzania dobrostanem”. Profilaktyka to nie jest koszt, który bezproduktywnie obciąża budżet dzisiaj – to inwestycja o najwyższej możliwej stopie zwrotu. Pieniądze mądrze zainwestowane teraz uratują finanse publiczne za dekadę lub dwie, kiedy unikniemy potężnej fali zaawansowanych nowotworów. Na koniec chciałabym zadać jedno proste pytanie: dlaczego niemal każde auto ma automatyczne przypomnienie o konieczności wykonania przeglądu technicznego, a nasze zdrowie takiego przypomnienia nie ma? Czas przejść do systemu, w którym to państwo aktywnie opiekuje się swoim obywatelem. To jedyna droga, by zatrzymać narastający dług zdrowotny.

 

Autorka: Redaktorka medyczna od przeszło 30 lat pisząca o zdrowiu w prasie i internecie. Wieloletnia redaktor naczelna serwisu PoradnikZdrowie.pl. Zawsze na pierwszym miejscu stawiam pacjenta.